wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 2 :Data?

//Dae Pov: //
 Wróciłam do domu ze szkoły i zostałam przez mamę w drzwiach . Zawsze była słodka i opiekuńcza , jak zawsze a ja nawet nie zauważyłam jak bardzo ignorowałam ją ostatnio. Myślę że byłam zestresowana przez te ciągłe szkolne bzdury. Już się lenie a ledwo rozpoczął się nowy semestr.
'' Kochanie wszystko w porządku? '' Moja mama powiedziała . Zawsze wiedziała że coś było nie tak wiedząc jak strasznie ukrywam różne rzeczy. Ja zawsze odwracam wzrok.
''Tak jest w porządku , w szkole zresztą też.'' Stwierdziłam szybko , patrząc na nią . To była głupia odpowiedz . Potem znowu byłam kłamcą . Nigdy nie mogłam zrobić  to już oczywiste , niż już było. Głupia ja.
'' Dobrze , dobrze... Jestem tu jeśli potrzebujesz mnie. Wiesz o tym '' Powiedziała z taką sympatią jak to możliwe , a potem przytuliła mnie. Mama z powrotem poleciała do kuchni.
Piekło. No , ja nie mogę jej powiedzieć. Była ostatnią osobą której chciałam o tym powiedzieć . Wzdrygnęłam się na tą myśl i zeskoczyłam z kanapy i skierowałam się do mojej sypialni. Otwierając drzwi westchnęłam . Po długim dniu byłam zadowolona , że chociaż w własnym pokoju mogę odpocząć . Myślałam.  Nigdy nie pomyślałabym że można być takim palantem. Myliłam się. Byłam tak rozproszona przez moje myśli że nie usłyszałam  ,że dzwoni mi telefon :
'' Witaj'' Przyłożyłam telefon do ucha.
'' Witam kto mówi? '' Zapytałam . Słyszałam ciężki oddychanie po drugiej stronie co było dziwne.
Dlaczego nikt się nie odezwał? Postanowiłam się rozłączyć.
//Justin Pov: //
Po lunchu widziałem dziewczynę na spacerze bez swojej przyjaciółki. Postanowiłem wykorzystać szanse. Teraz albo nigdy. I szczerze mówiąc nie mogę długo czekać . Próbowałem dogonić dziewczynę . Miała jasnobrązowe włosy sięgające jej powyżej ramion długie loki. Przypomniało mi się o drugiej dziewczynie która miała krótsze włosy. Tak czy inaczej słyszałem od innych że podoba jej się Ryan więc moze mogłbym to trochę wykorzystać.
''Hej'' zadzwoniłem do niej.
'' Hej ty! '' krzyknąłem i próbowałem ja dogonić . Zabrakło mi tchu , ale dotknąłem jej ramienia.
'' Ty Justin!... Byłeś palantem dla mojej przyjaciółki '' Spojrzała na mnie z mordem w oczach  . Gdybym czuł sie winny , to było by gorzej z nią. Odwróciła się i chciała odejść ale ją zatrzymałem :
'' Słyszałem że podoba ci się Ryan ! '' I praktycznie krzyknąłem na całą szkołę  aby mogła mnie usłyszeć.
'' Więc jak masz na imię? '' Zapytałem . Wiem że ją manipuluję ale musiałem.
'' Jess nazywam się Jess'' pisnęła.
'' Więc Jess'' powiedziałem odwracając głowę by sspojrzeć na ziemię a następnie z powrotem na nią ''Potrzebuje twojej pomocy'' Westchnąłem patrząc na ziemie .
Odrzuciła głowę do tyłu '' Dlaczego Justin Bieber potrzebuje mojej pomocy? Co dostanę w zamian?'' zapytała podnosząc brew.
''Hmmm... " Przerwałem pocierając brodę w zamyśleniu po czym kontynuowałem '' Mógłbym ci pomóc isć na randkę czy coś z Ryan'em '' Spojrzałem na nią poważnie.
'' Dobrze czego potrzebujesz , ale to szybko . muszę isc do klasy'' Powiedziała krzyżując ramiona i przewracając na mnie oczami.
''Czy możesz dać mi numer swojej znajomej?'' Zapytałem  nie znając imienia drugiej dziewczyny . Czułem sie trochę głupio . Pierwszą rzeczą na lanchu kiedy była przy naszym stole , należało poprosić o jej imię.
______________________________________________________________________
Hej jest Weronika i to mój pierwszy rozdział ;)
Mam nadzieje że wam sie spodoba <3 Komentujcie :D

niedziela, 2 marca 2014

Rodział 1: Incydent podczas lunchu

Dae's POV
Obudziłam się na dźwięk mojego budziku. Chodził już od pół godziny, a ja nie zdałam sobie sprawy z tego, że uderzałam przycisk "drzemka" kilka razy.
"O cholera! Jestem spóźniona." mruknęłam wstając z mojego łóżka i potykając się o stos ubrań.
Pobiegłam do łazienki; ręcznik i ubrania miałam już w ramionach. Udało mi się przygotować w ciągu godziny; włosy, makijaż, strój i pobiegłam na dół na śniadanie.
"Hej, będziesz jadła?" usłyszałam moją mamę stojącą przy zlewozmywaku.
"Nie mam czasu...wezmę batonik zbożowy i lecę." powiedziałam starając się otworzyć spiżarnię. Te dzwi cały czas się zacinały. Ale ja nic z tym nie robiłam.
Wzięłam klucze z haka na ścianie. Moje ręce były pełne: telefon, klucze, batonik zbożowy wraz z moim tornistrem.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. To była Jess. Odrzuciłam połączenie. Robiła to bardzo często, więc wzruszyłam ramionami. Zakładam, że to nic.
Weszłam do mojego samochodu i włączyłam silnik, kiedy mój telefon znów zaczął dzwonić.
Zgadnijcie kto to był.
"Dae!?" Dlaczego nie odebrałaś?" wrzasnęła. Można było wywnioskować, że się śmiała.
"Przepraszam...dziewczyno, miałam pełne ręce." powiedziałam sarkastycznie.
"Czy jesteś podekscytowana collegem?" mówiła bez przerwy. Po jej głosie można było rozpoznać, że była podekcytowana.
Ja? Cholernie, nie. Nie tak bardzo. Ale przejdźmy do niej, uznaje wszystko prócz negatywnych odpowiedzi. Więc skłamałam.
"Tak. Dlaczego jesteś aż tak podekscytowana?" spytałam, a moje brwi przybrały pytający wyraz.
"Dobrze, słyszałaś, że Just-"odpowiedziała, ale przerwałam jej, zdając sobie sprawę z tego, że jeszcze nie opuściłam garażu.
"Jess, porozmawiamy w szkole. Jeszcze nie wyjechałam." powiedziałam do niej.
Nie zrozumiała, więc się rozłączyłam. Wyjechałam z garażu na podjazd i pojechałam do szkoły.
***
Kiedy dojechałam do szkolnego parkingu, zauważyłam idealne miejsce parkingowe. Kierowałam się do przodu, aby zaparkować mój samochód, kiedy czarny Range Rover nadjechał z przeciwnej strony i zaprarkował w moim miejscu.
Facet na miejscu pasażera popatrzył na mnie i odwrócił wzrok. Co do cholery, pomyślałam.
Poczekałam i zobaczyłam trzech facetów wysiadających z auta.
Pojechałam znaleźć inne miejsce parkingowe i zmusiłam się do rozliczenia się z nimi.
Stanęłam przy znaku przed szkołą i wpatrywałam się w puste miejsce, nieświadoma tego, ile tu stałam.
"Jeszcze dwa lata i wychodzę z tej dziury." mruknęłam do siebie, głęboko oddychając.
"Powiedź mi o tym." nieprzyjemny głos dochodził z prawej strony, tuż obok mnie. Nie poznałam tego faceta.
"Gościu, Justin chodź!" powiedział, a jego głos znikał wraz z dystansem.
Poszłam schodami do holu, gdzie była moja szafka. Znalazłam Jess, przy jej szafce, która była obok mojej.
"Tak jak mówiłam wcześniej." kontynowała naszą rozmowę z rana. "Słyszałaś czy nie?"
"Zależy co..." powiedziałam zdezorientowana.
"Serio, to było na tabloidach! Naprawdę nie słyszałaś?"
Ciekawe co przegapiłam.
"Coś mnie ominęło?" zapytałam niespodziewanie.
Pomimo teo, że nie angażowałam się w sprawy szkolne, wiedziałam o dramatach, takich, które obiegały naszą szkołę. Ale ostatnio nie słyszałam nic.
"Nigdy nie zgadniesz, kto będzie chodził do tej szk-" zamarła, gdy zauważyła trzech facetów, którzy szli korytarzem. Poznałam ich. To byli ci goście, którzy ukradli moje miejsce parkingowe.
Nagle Jess odwróciła się wrzeszcząc na mnie.
"To on!" wrzasnęła i spojrzała na jednego po prawej stronie.
"Kto? Oni? Zabrali moje miejsce parkingowe, tego rana!" powiedziałam, wydęłam wargę i skrzyżowałam ramiona. Popatrzyłam na nich i wróciłam do Jess.
"Czekaj, to nie jest Justin Bie-" przerwała mi w środku pytania praktycznie wrzeszcząc.
"Tak, Justin Bieber." powiedziała i się odwróciła.
"Uh, Jess, trochę się ślinisz." zażartowałam, wskazując jej twarz. Odwróciła się by na mnie spojrzeć.
"Hej! Jego przyjaciel, Ryan jest gorący jak piekło..." wypaliła, gdy oni dalej szli.
Byłam zaskoczona jak bardzo jest tym zafascynowana; fakt, że zerwała z kolegą, ale nie samego Justina Biebera.
Wiem kim był i kiedy stał się sławny miałam lekką obsesję. Taką, jak inne dziewczyny, które sądziły, że on jest cholernie ładny. Ale jak dorosłam, a on stał się jeszcze bardziej sławny, nie przejęłam się tym zbytnio. Mam na myśli, hej nie zrozumcie mnie źle, nadal jestem fanką, ale dajcie spokój! On jest jak my. Jest nastolatkiem...który ma ogromny talent...i przepiękny...oh, jezu, Dae, uspokój się! Tak czy inaczej, myślę, że wyrosłam z tej fazy. To tyle.
Justin był ze swoimi kolegami, Chaz szedł po jego lewej stronie, kiedy Ryan był po jego prawej stronie. Wiedziałam wystarczająco o jego kolegach...Imiona, zasadniczo. To było to.
Kontynowali przemieszczanie się po korytarzach, dostrzegłam, że Justin na mnie patrzy, na jego twarzy znajdował się uśmiech. Dałam mu spojrzenie czy-ty-gapisz-się-na-mnie i przewróciłam oczami. Myślę, że zostanę wkurzona po tym ranku.
"Czy ty przewróciłaś oczami...na Justina Biebera...który wyglądał na zadowolonego patrząc na ciebie? Dae Parker co jest w tobie złe!" powiedziała Jess, chichocząc, ale z niejasnym wyrazem twarzy.
"Ukradł moje miejsce parkingowe! Co za kretyn!" powiedziałam, odwróciłam się i poszłam do klasy. Pobiegła za mną i złapała mnie. Rozmawiałyśmy, dopóki nie powiedziałam, co stało się wcześniej.
"Czy choć trochę interesuje cię, że zwrócił na ciebie uwagę? Lubisz go, tak? Jesteś...dobrze nie myśl o tym." wzdrygnęłam się.
"To było wcześniej. Teraz jestem mądra. On jest piosenkarzem. Obiecałam sobie nie angażować się w związek z piosenkarzem. To, kim jest Justin. Nie lubię facetów takich jak on. Oni nie mają serca." powiedziałam, biorąc oddech.
"Dobrze, nie wiem jak wy, ale jestem pewna, że będę z Ryanem." poddała się i zrobiła wielkie oczy.
***
Był lunch i stałam w kolejce z Jess. Wyszłyśmy z naszym jedzeniem, Jess powiedziała, że znalazła nam stolik. Ale powiedziała to w sposób, że to mnie zaciekawiło.
"Dae, wybrałam stolik z widokiem." powiedziała mrugając do mnie.
Od kiedy to trzeba mieć stolik z widokiem... Potem zrozumiałam. Przewróciłam oczami i wzięłam serwetki, ketchup i poszłam do naszego stolika.
"Czy ten widok nie jest wspaniały." powiedziała, patrząc na stolik Justina.
"Stoimy naprzeciw głowy Ryana...i jest tłum ludzi dookoła ich stolika..." powiedziałam, podnosząc brew. Nie przejęła się tym, co właśnie do niej powiedziałam.
"Yeah, ale mogę go zobaczyć..." powiedziała poważnym głosem nie odwracając się od jej widoku. Boże.
"Zamierzam dać im poważną lekcję." powiedziałam opuszczając stolik i nie patrząc wstecz.
"Dae! Co ty-" usłyszałam jej głos, który znikał wraz z odległością.
Przepchnęłam się przez tłum i położyłam rękę na stole, opierając się, jakbym dokonywała transakcji. Justin i jego koledzy nie zauważyli, że tu jestem. Ale tłum tak.
"Hm." powiedziałam gardłowo i sarkastycznie.
Właśnie wtedy odwrócili się i uświadomili sobie, że tu jestem. Jeden z nich miał ciemno brązowe włosy, więc wiedziałam, że to Chaz.
"Hej, mała, jak się masz?" powiedział fałszywym akcentem. Chłopak jest zarozumiałym dzieciakiem. Pomyślałam sobie, potrząsając głową. Justin zachichotał i odwrócił się do mnie.
"Nie jestem twoją, małą, patrzyłam na niego." powiedziałam wskazując na Justina. Właśnie wtedy tłum wokół nas zadyszał.
"Yeah, miałam wspaniały poranek! Dzięki za troskę...nie udręczaj się..." powiedziałam podnosząc prawą rękę w obronie. "Tego ranka znalazłam idealne miejsce parkingowe, a tych trzech gości, którzy nawet mnie widzieli, zajęli miejsce." powiedziałam kładąc obie ręce na stole i wpatrując się w Justina. Uśmiechnął się i kontynował.
"Więc...to byłaś ty?" powiedział sarkastycznie.
"Tak, to ja." powiedziałam, mając nadzieję, że dostanę przeprosiny czy coś w tym rodzaju.
"Dobrze, przepraszam, śpieszyliśmy się." powiedział chichocząc. Co było z tym dzieciakiem.
"Myślisz, że ja nie?" powiedziałam patrząc na niego. Siedział tak sekundę, prawdopodobnie myśląc, co powiedzieć dalej. Miałam wrażenie i nie było ono dobre.
"Nope." powiedział przeciągając 'p' i powstrzymując śmiech. Przed dzisiejszym dniem, myślałam, że był słodkim dzieciakiem, który był niesamowitym człowiekiem, ale się myliłam. Był nieznośnym kretynem. Możecie myśleć inaczej.
"Dobra, więc..." powiedziałam i oniemiałam przez jego komentarz.
"Fajnie. Co mogę dla ciebie zrobić? Autograf? Randka? Całus?..." powiedział wpatrując się we mnie. Pochylił się, aby spojrzeć na mnie, oparł łokcie na stole, opierając brodę na rękach.
"Nie mogę w to uwierzyć..." westchnęłam przewracając oczami. Naprawdę nie mogłam. Gdy odwróciłam się, aby odejść, zostałam zatrzymana przez jego głos. Odwróciłam się w połowie drogi, patrząc na niego.
"Przeprosiłem!" wystawił swoje ręce w obronie, ukrywając kolejny chichot. Odwróciłam się z powrotem, nic nie mówiąc. Kiedy wróciłam do naszego stołu, zaskoczyła mnie Jess, przywracając mnie do rzeczywistości.
"Co się stało? Czy Ryan jest gorętszy z bliska?" bombardowała mnie tym pytaniem.
"Dlaczego nie patrzyłaś na swoje oczy!" powiedziedziałam żartobliwie.
"Nie zgaduję, dobrze." powiedziała nie patrząc na mnie i śliniąc się na widok głowy Ryana.
"Bam bam mamy zwycięzcę. Zgadłaś." powiedziłam sarkastycznie, uśmiechając się.
Spojarzałam na ich stół i zobaczyłam, że Justin patrzył na mnie. Szybko spuścił wzrok, ale ja nie. Moment później złapałam go, na tym, że znowu na mnie patrzył, ale tym razem nie spuścił wzroku. Było coś w jego twarzy, co mówiło, że robił to wszystko wcześniej. Nie wyglądał tak dziesięć minut temu, kiedy byłam przy jego stole. Ale to nie zmienia mojego punktu widzenia wobec niego. Jest piosenkarzem. A to pozostanie w ten sposób, chyba że zostanie udowodnione inaczej.
Justin's POV
Usiadłem przy naszym stole, rozmawiając z moimi kolegami Ryan'em i Chaz'em. Zrobił się tłum dookoła nas, ludzie byli rozdrażnieni i próbowali dostać się do mnie. Byłem jedyny, który został wybrany do uczęszczania do szkoły publicznej, zamiast być nauczany w domu.
"Gościu, pójdziemy później, prawda?" powiedział Ryan poprawiając swoje włosy.
"Yeah, bracie" powiedziałem, przerywając. Nie wiedziałem tego od początku, ale dziewczyna pochyliła się nad stołem.
"Hm." powiedziała gardłowo, oczywiście patrząc na mnie. Wyglądała znajomo.
Chaz i Ryan odwrócili się, żeby na nią spojrzeć. Spojrzałem na nią, a potem na moment spuściłem wzrok. Była piękna. Jej długie, rozpuszczone, kręcone włosy były ciemno brązowe i opadały do połowy jej klatki piersiowej. Miała też delikatne, różowe usta. Jej oczy, prawdopodobnie, były najpiękniejszymi oczami jakie widziałem. Chociaż miały ciemny odcień brązu, nic nie mogło się z nimi równać. Jasny kolor jej cieni do powiek kontastował z jej kolorem oczu i błyszczał w jej fluidzie. Podobały mi się jej długie rzęsy. Wyglądała pięknie.
Popatrzyła na mnie. Złość wypełniała jej twarz, ale nieco złagodniała.
Nie mogłem zrozumieć. Jeszcze jej nie poznałem, a ona już ma jakiś problem ze mną. Co zrobiłem?
Nagle zrozumiałem. Była dziewczyną, która wcześniej przewróciła na mnie oczami. Jaki jest jej problem. Powiedziałem do siebie.
Zanim udało mi się coś powiedzieć, odezwał się Chaz.
"Hej, mała, jak się masz?" powiedział z fałszywym akcentem. który słychać, gdy ludzie mówią to wyrażenie. Skinął głową na nią. Zachichotałem.
Naprawdę Chaz? Pierwszy dzień, a on już rani dziewczyny.
...Ten dzieciak. Pomyślałem.
"Nie jestem twoją małą, patrzyłam na niego." powiedziała wskazując palcem na mnie. Tłum wokół nas zadyszał. Pomyślałem, że to było słodkie jak wymagająca była. Pomyślałem, że chciałbym się zabawić podczas tej sytuacji.
"Yeah, miałam wspaniały poranek, dzięki za troskę...nie udręczaj się..." powiedziała, zakładając ręce, a potem kontynowała. "Tego ranka znalazłam idealne miejsce parkingowe, a tych trzech gości, którzy nawet mnie widzieli, zajęli miejsce." powiedziała pochylając się nad stołem. Wpatrywała się we mnie. To naprawdę było słodkie jak szalona była ze względu na miejsce parkingowe. Pomyślałem minutę i odpowiedziałem.
"Więc...to byłaś ty?" powiedziełem próbując ukryć sarkazm w moim głosie.
"Tak, to ja." powiedziała, jej wypowiedź rozjaśniła się jakby spodziewała się przeprosin. Dałem jej je...i wiele więcej. A potem pożałowałem.
"Dobrze, przepraszam, śpieszyliśmy się." powiedziałem chichocząc na myśl o tym.
"Myślisz, że ja nie?" powiedziała tryskając gniewem. Zastanowiłem się minutę, żeby odpowiedzieć jej...
"...Nie." Dlaczego, gdy się uśmiecham, zawsze sądzę, że zachowuję się jak kretyn. Nie miałem tego uczucia w czasie grogi. Dlaczego teraz? Dlaczego?
"Fajnie. Co mogę dla ciebie zrobić? Autograf? Randka? Całus?..." zachichotałem, nie myśląc nad tym co właśnie powiedziałem, nie byłem świadomy jakim byłem kretynem. Aż do teraz. To wszystko z jej powodu. Ta dziewczyna.
Dlaczego czułem się w ten sposób. Używałem tego do wszystkich dziewczyn, które mnie chcą, czekają na mnie, które starają się zwrócić na mnie uwagę. Ale ona. Była inna. Inna, taka, jakie lubiłem. Ale ona oczywiście mnie nienawidzi. To tyle co wiem o niej.
"Nie mogę w to uwierzyć..." westchnęła, przewracając na mnie oczami. Lubiłem kiedy przewracała oczami, to dawało mi powód do uśmiechu. Fakt, że nie zwracała na mnie uwagi, powodował, że, jej pragnąłem. Czy to dziwne, że coś już przyciąga mnie do niej?
"Przeprosiłem!?" krzyknąłem wystawiając swoje ręce do obrony. Odwróciła się, aby usłyszeć, co powiedziałem, a następnie wybiegła, przepychając się przez tłum. Patrzyłem jak szła do swojego stolika.
Podobało mi się jak uciekła od tej sytuacji. Nie była jak inne dziewczyny, które lubiły mnie za moje włosy albo to, że byłem sławny. To dlatego wszystkie dziewczyny zgromadziły się wokół naszego stołu. Ale byłem zbyt rozkojarzony, żeby je dostrzec. Spokojnie, nie sądzę, że ona mnie lubi. Ale cholernie to lubię.
Popatrzyłem na jej stolik. Myślę, że patrzyłem tak długo, aż nie złapała mnie na tym. Szybko popatrzyłem w inną stronę.
"Kurde." powiedziałem, łapiąc powietrze i spojrzałem dalej. Odwróciłem się do Ryan'a i Chaz'a, którzy byli nadal zszokowani tym, czego byli świadkami.
"Gościu, co to było!" Chaz szarpnął mnie, a Ryan próbował go uspokoić.
"Ja...uh..." próbowałem dobrać słowa, ale nie umiałem.
"Nie musisz wyjaśniać,bracie...Wiemy..." powiedział Ryan patrząc na mnie, a potem na stolik tej dziewczyny.
Nie znam jej imienia. Jestem głupi.
Znowu popatrzyłem na jej stolik, a ona złapała mnie na tym. Teraz czuję się źle. Bycie kretynem nie jest dla mnie. Popatrzyła na mnie, przegrany wygląd pokazał się w jej oczach. Spojrzałem na nią przepraszającym wzrokiem, mając nadzieję, że dostanę podobną wiadomość.
Pamiętasz, kiedy ludzie mówią, że facet rzucił dziewczynę, bo mieli kłótnię? Coż, czułem się jak mały dzieciak, który rozpacza nad kłótnią.
"Co ty robisz?" mruknąłem do siebie.
 ___________________________________________________________
1 rozdział za nami :)
Patrycja.

Prolog

Dae Parker jest zwykłą nastolatką. Przeżyła szkołę średnią bez żadnego problemu.
Teraz jest w colegu. To co wie jest całkowitym przeciwieństwem tego w co się pakuje.
W szkole jest nowy dzieciak. Jest bigshot* hearthrob*. A co najważniejsze jest sławny. Justin chce żyć normalnie, tak jak kiedyś. Ale rozumie, że sława to teraz część jego życia. I jest też Dae. Coś przyciąga go do niej. Nie może tego zrozumieć. W rzeczywistości w to nie wierzy.
Coś go w niej intryguje. Krok po kroku próbuje dostać się do jego świata, mimo, że ona go odpycha. Jedyne co ją powstrzymuje to jedna, mała reguła. Ale czy to wystarczy by trzymać ją z dala od niego? A może się podda?
Przeszkodą, która wchodzi w grę jest to, że Justin ma ultimatum. Czy będzie kierował się sercem czy kłamstwami?
_________________________________________________________________________
*bigshot - coś w stylu dużej dawki
*hearthrob -  rwące serce
Hej jestem Patrycja postanowiłam tłumaczyć to opowiadanie. Myślę, że wam się spodoba tak jak mi :)